RSS
czwartek, 18 grudnia 2008

Zdecydowałam się pisać tego bloga przez jakiś czas. Trochę nie miałam pojęcia, na co się decyduję. Zaraziłam się i trochę jest mi przykro, że jakiś kolejny etap się kończy. Do tego Wigilia za chwilę. W takich momentach przypomina mi się, jak ja byłam w wieku Soni. (zdjęcie poniżej powinno pomóc Wam sobie to wyobrazić).
Wtedy Mikołajem był mój dziadek – wiem to tylko dlatego, że zdradzały go buty. Moje święta z dzieciństwa były inne niż te, które zapamięta Sonia. Było nas dużo. Dużo wnuków, dużo prezentów. Pachniały zawsze pomarańczami, bo były dostępne chyba tylko w tym okresie roku. Sonia jest jedynym dzieckiem w rodzinie i szkoda, bo frajdą było wspólne rozpakowywanie prezentów pod świątecznym stołem, wspólne ich oglądanie i zabawa nimi. Potem budowanie namiotów, zabawy w chowanego i berka. Ważne też było wspólne przyklejanie się do okna i wypatrywanie pierwszej gwiazdki, jako sygnału, że można już zaczynać. Sonia ma to wszystko, ale tylko dla siebie. Gwiazdkę co roku wypatruje ze mną, a tata w tym czasie przebiera się za Mikołaja. W zeszłym roku, byliśmy o włos od wyjaśnienia zagadki, kim jest naprawdę św. Mikołaj. Michał nie zdjął pierścionków, które nosi. Sonia od razu to zauważyła. Mimo tego jednak bała się usiąść Mikołajowi na kolanach. W tym roku, może być trudniej, wiec stroje trzeba zaplanować dużo wcześniej. Nasza mała Sonia :) nic jej nie umknie. Ciekawe jak jej święta będą pachnieć??? Na pewno prawdziwą choinką, bo nie uznaje sztucznej. Wiem, że jest to przeciwko ekologii, ale zapach igieł w świąteczne dni to jest to!

Mała Odeta 

Ciekawa też jestem jak będą pachniały święta w Waszych domach. Z jakim miłym zapachem kojarzą Wam się świąteczne spotkania rodzinne? Może z zapachem ciasta i kawy??? Jeśli tak to pysznie.

Wszystkiego dobrego i prawdziwego Mikołaja, takiego, który zapuka do Waszych okien i będzie w butach dziadka albo pierścionkach taty….
…..no i powodzenia w konkursie!!!! :)

15:44, odetamf
Link Komentarze (8) »
środa, 17 grudnia 2008

Jeśli jesteście rodzicami, to płyta, nad która pracuję, jest dla Waszych dzieci, ale tak naprawdę to wszystko z myślą o nas rodzicach. Tych rodzicach, którym zależy na wychowaniu szczęśliwych i mądrych dzieci. Zamiast kolejnych wyrzutów sumienia, że znów nie udało nam się wygospodarować czasu na poczytanie dziecku przed snem, wykorzystaj przydługi czas jazdy samochodem, żeby z dzieckiem posłuchać i porozmawiać. Rozmowa o wspólnie wysłuchanej historii jest znacznie bardziej naturalna, niż odpytywanie z tego, co było dzisiaj w przedszkolu lub szkole. Twój maluch sam wyciągnie pożądane wnioski i zrozumie dlaczego.

Bajek jest 12, każda dotyczy innego zagadnienia. I tak np. znajdziecie bajkę o sporcie i ruchu, o bezpieczeństwie na drodze, o realizacji i wierze w marzenia, o nie przejadaniu się słodyczami – tu lektorem jest Ryszard Kalisz :)), o dobrych manierach, o dbaniu o zdrowie i ciepłym ubieraniu się, o podróżach, o słuchaniu rodziców i nie kłamaniu. Najważniejsze jest jednak to, że nagrane zostały przez wspaniałych lektorów, którym jestem dozgonnie wdzięczna. W całym tym przed świątecznym zamieszaniu czas znaleźli dla mnie Paweł Małaszyński, Ryszard Kalisz, Pascal Brodnicki, Beata Chmielowska-Olech, Magdalena Różczka, Anna Popek & Michał Olszański, Ania Guzik, Mariusz Sokołowski, Włodek Szaranowicz, Przemek Saleta, Edyta Olszówka i mój kochany mąż Michał.

Szukajcie mojego nowego dziecka od połowy stycznia w trasie. Patrole będą rozdawały płyty waszym dzieciom. Jeśli niegdzie się nie wybieracie, sprawdzicie sklepy muzyczne, może będzie stała gdzieś na półce i puszczała do Was oczko. Do niczego nie namawiam, jeśli jednak jest szansa, przetestujcie na własnych dzieciach :)

13:03, odetamf
Link Komentarze (3) »
wtorek, 16 grudnia 2008

Otworzyłam rano oczy i zostałam pozytywnie zaskoczona, wszechobecnym porządkiem. Wszystko udało się do całkiem sprawnie opanować i rozpakować. Szybkie sprzątanie to tak naprawdę sztuka upychania wszystkiego po kątach.

Dziś rozpoczyna się tak naprawdę ostatni tydzień, kiedy jeszcze można załatwić coś po ludzku, więc do roboty. Ale jak skoro, bolą mnie wszystkie mięśnie – jeśli takowe posiadam. Ale od rana w dobrej formie. Make up, fryzjer, nagrania. Ktoś, kto wymyślił makijaż powinien być noszony na rękach przez kobiety całego świata. Nawet w zły, opuchnięty dzień można poprawić sobie urodę a jednocześnie samopoczucie. Czasem mam nawet wrażenie, że makijaż stawia mnie na nogi jak dobra kawa. Daje kopa, na tyle mocnego, że od razu chce się zakończyć działania z wielkim sukcesem.  

No właśnie, dziś jest ten dzień. Do tej pory nie wspominałam zbyt wiele o tym, co dzieje się u mnie zawodowo. Ale od dzisiaj mogę już oficjalnie mówić, że po raz pierwszy w życiu wydam płytę. Od czterech już lat prowadzę „Fundację Szczęśliwe Macierzyństwo”. Od wiosny pracuję nad projektem, w który włożyłam bardzo dużo serca. Tak naprawdę to przez ten projekt nie miałam czasu na przemyślane prezenty, na porządki w domu, na jakiekolwiek refleksje przed świętami. Płyta składa z 12 bajek edukacyjnych pisanych pod okiem psychologów. Bajki na płycie dają szansę na: nawiązanie dyskusji z dzieckiem na tematy ważne i łatwo przyswajalną edukację, poprawią poziom bezpieczeństwa jazdy z dzieckiem i co najważniejsze przywracają znaczenie rozmowy w rodzinie. W czasie ferii, które zaczynają się w połowie stycznia specjalna edycja tej płyty będzie rozdawana kierowcom przez patrole policji w całej Polsce. Zapytacie po co to robię, jaki jest sens. Jutro Wam zdradzę. Zdradzę też, kto na tej płycie jest lektorem.

14:29, odetamf
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 15 grudnia 2008

Dziś czuję w kościach, w jak słabej jestem formie. Przyznam się też, że do tej pory mówiąc kondycja - miałam na myśli obwód talii lub bioder, ale to nie tak. Odchudzanie się nie idzie w parze z dobrym samopoczuciem i sprawnością fizyczną. Ostatnio udało mi się zrzucić cztery kilogramy, razem z nimi zrzuciłam z siebie również resztki energii. Obiecywanie sobie, że po powrocie coś się zmieni do niczego nie prowadzi. Nawet system wcześniejszego wykupienia karnetu  nie działa. Sprawdziłam to już. Pojawiają się tylko dodatkowe wyrzuty sumienia. Musiałabym mieć swojego kata. Tak jak Michal miał kiedyś. Pamiętam chodził na boks. Jego trener był tak pilny w swoich obowiązkach, że nie szło mu odmówić, a co dopiero nie dojachać na zajęcia. Taki oddech na ramieniu może zmobilizowałby nawet mnie. Boję się szukać.

Muszę się również przyznać - jestem hipochondrykiem. Uwielbiam mieć dużo lekarstw pod ręką – lekarstw na wszystko. Zawsze, jak gdzieś wyjeżdżam, mam oddzielną kosmetyczkę tylko na tabletki, plasterki, kilka kremików czy maści. Zawsze jak wyjeżdżam – co ważne – zaglądam do lokalnych aptek sprawdzić jaka jest oferta, bo może w kraju ,gdzie przebywam, niektóre z moich specjałów nie są na receptę. Albo lepiej!!!! – są nowe niesamowite wynalazki, których u nas nie doświadczysz. Ale nie o lekach, tylko o kondycji miało być. Jest źle, bardzo źle. Głowa myśli szybko, ale ciało nie reaguje tak jak kiedyś.

Już w sobotę bolał mnie brzuch na samą myśl o pakowaniu i trasie. Do tego te długie rozmowy „o której wyjechać, żeby nie stać w korku?, co zrobić, żeby  dojechać jak ludzie i w pracy nie spać tylko coś z siebie wykrzesać? itd.... itd...”.Radio, w którym jest przy okazji ważnych wydarzeń politycznych, miły glos mówi o kolejnym wielokilometrowym korku na trasie. To przerażenie w oczach pasażerów – bezcenne! Jest jednak szansa na oszukanie rzeczywistości i wykrzesaniu dla siebie kilku ważnych odpowiedzi na zadawane w trasie pytania. CB Radio – gadżet do niedawna kojarzony tylko i wyłącznie z tirami. Teraz należący do mobilków – czyli kierowców małych aut. Jednak, żeby korzystać z niego na pełnych zasadach, trzeba najpierw się wsłuchać, nauczyć nowego języka – nie do końca polskiego.

Profesor Miodek lub Bralczyk mogliby książkę napisać na temat tego jak wygląda komunikacja na trasie. Miejsca postoju Misiaków lub Krokodylków to nie tylko to, czego można się dowiedzieć przez CB. Jest też trochę żartów. Dodam żenujących.

………droga minęła, prawie bez boleśnie, ale jak wiecie prawie robi dużą różnicę.
W ramach powrotu do tej wspanialej walki na drodze, może zacytuję kilka złotych myśli polskich kierowców. Zostałam poczęstowana żartem cytuję - „co to jest na sto nóg i tylko 4 zęby? – zebranie emerytów” albo lepszy – „czym różni się mucha od żony? Bo żona na gównie nie siada!” To miał być chyba ukłon - komplement w kierunku żon. Wszystkich żon, które siedziały w tym czasie na fotelu pasażera. Ja akurat prowadziłam, Michał uciął sobie drzemkę, byłam wiec podrywana i zapraszana na kolacje. Co zdarza się notorycznie wystarczy, że nie wystaje drugą głowa z okna pasażera. A randka na trasie????? Ufff…….myślę, że mogłoby to być ekstremalne doświadczenie, nie do końca pozytywne oczywiście. Wolę sobie nawet nie wyobrażać. Tego bym odradzała!
Wracając do języka, sformułowania typu „dziękuje ze marginesie” (dziękuje za zjechanie na prawe pobocze w trakcie wyprzedzania”) są na porządku dziennym. Zostałam zaskoczona! Padło pytanie „gdzie suszą”, czyli gdzie stoi radiowóz z rozłożonym radarem. Odpowiedz brzmiała „na trzeciej pięćdziesiątce”. Długo próbowałam się doliczyć, gdzie jest to miejsce. Brałam pod uwagę rożne opcje. Słupki – nie, więc co? Po kilku minutach grupowo doszliśmy do tego, że Miski stoją na trzecim ograniczeniu do 50…..

Jeśli nie mieliście do czynienia z CB, to koniecznie spróbujecie.  Dla delikatnych uszu dodam, że pada dużo mięsa, wiec ostrożnie z dziećmi i teściami w samochodzie. Naprawdę niezła zabawa w trakcie jazdy. A jak już przy zabawie jesteśmy to…….

Zabawa też czeka na progu. Progu domu…. Rozpakowywanie toreb najpierw z samochodu, a potem w celu przeprowadzenia dezynfekcji. Mam na myśli pranie. Do świąt tak mało czasu zostało, dom prawie posprzątany a wniesienie tych toreb spowodowało małą apokalipsę.

10:14, odetamf
Link Komentarze (4) »
niedziela, 14 grudnia 2008

 ……..szczerze mówiąc nie rozumiem, jak święta rodzinne można spędzać w hotelu i nazywać je rodzinnymi. Choinka wspólna ze wszystkimi gośćmi hotelowymi, życzenia przyjmowane od nieznanych nam osób, śniadanie, obiad, kolacja podobne do siebie jak dwie krople wody. Przykre. Ciekawe z czego to wynika, czy ludzie nie mają odpowiedniego metrażu mieszkania, ażeby przyjąć u siebie cala rodzinę????? O nie! Na pewno nie!!! Patrząc na ich kieszenie wypchane rulonami, raczej nie chodzi o pieniądze. Tych ludzi stać na wszystko, nawet na kwaszenie się w Kasprowym. Kwaszenie we własnym sosie. Trzeba jeszcze dodać ze Zakopane ma w okresie świąteczno - sylwestrowym mnóstwo niespodzianek.

Pamiętam jak pierwszy raz przyjechałam tu w tym właśnie w tym okresie. Przeraziłam się ilością człowieka na metr kwadratowy, ale serce stanęło mi dopiero jak przechadzałam się spacerkiem po głównym deptaku miasta i zobaczyłam jak 31 grudnia wszyscy sklepikarze zamiast poprawiać witryny z sylwestrową ekspozycją zabijali okna od góry do dołu. Tak się bawi Polska na Sylwestra w górach. Potem okazało się, że tak jest od zawsze. Okazało się również, że nie chodzi się tam kilka godzin przed i po złamaniu roku, bo jest duża szansa oberwania butelką lub petardą.

Podsumowując, jest coś w tym miejscu. Coś co systematycznie ciągnie w te okolice. Nigdzie nie ma takiego powietrza, folkloru, takiego żarcia i grzańca na stoku. Nigdzie nie ma też takich ludzi. Wystarczy otworzyć Tygodnik Podhalański a dopiero widać jak sąsiad sąsiada nie lubi, jak człowiek drugiemu zazdrości. Afera na aferze lepiej niż w prasie kolorowej. Jak taki turysta ma się nie poczuć jak w domu!!!!
PS. Naprawdę polecam prenumeratę Tygodnika…..:)

Kupując oscypka, pana który je sprzedawał mało brakowało nie zabiłam śmiechem. Są już po 10 złotych. Nie wydaje Wam się, ze to dużo?

22:05, odetamf
Link Komentarze (4) »
czwartek, 11 grudnia 2008

Dziś postanowiliśmy zbiorowo uciec od obowiązków. Co to znaczy???? Zbiorowo, czyli rodzinnie – dwa miśki i ja. Ukochane Zakopane i ten czekający na nas korek 60 km przed wjazdem do miasta i ta wielka nadzieja, że trasa, którą w zeszłym roku budowali, dojeżdża aż do Poronina. Wszystko jest złudne. Korki te same, tirów jeszcze więcej, wiec weź tu człowieku wprowadź się w dobry nastrój!! Ale jesteśmy zdolni do wielkich poświęceń! Wystarczy wolny czwartek a można spakować się w 30 minut i wyjechać za Warszawę, czyli jakieś trzy godziny, pod Warszawę, czyli cztery godziny i w góry czyli jakieś osiem godzin drogi.

Czego się nie robi, żeby zafundować sobie tzw. terapię geograficzną. Ryzykuje się życie, spędza się dwa dni w samochodzie tylko po to, aby przejść się Krupówkami, zjeść baranka w czosnku, pojeździć na desce, posmakować grzańca na stoku. Tu dopiero pachnie świętami. Wszystko przystrojone, świecące. W miejscach gdzie bywamy co roku - żarcie jak u mamy. Mnóstwo Rosjan i ceny takiej jak w niejednym europejskim kurorcie narciarskim. Przez te właśnie napompowane ceny ludzie przestają tu przyjeżdżać, przynajmniej tak mówią tubylcy. Stali klienci wpadają poza sezonem a nowych nie ma. Taniej jest pojechać na wakacje all inclusive z biura podróży gdzieś do Egiptu czy Tunezji, za dwa tysiące mamy drinki i gwarantowaną pogodę.

My jak co roku daliśmy się nabrać. Przyjechaliśmy na całe 2 dni i za chwilę wyjeżdżamy tacy trochę nienasyceni. Niestety pogoda nam nie sprzyja, wszyscy skaczą sobie do gardeł, nie ma śniegu - wyciągi nie działają. Chyba nie pozostaje nic innego jak wsiąść w samochód i pojechać do domu. Mimo tego wszystkiego bardzo dużo rodzin właśnie Zakopane wybiera na miejsce, w którym chcą spędzić święta.
Ale jakie to święta…

17:20, odetamf
Link Komentarze (6) »
środa, 10 grudnia 2008

Moje pierwsze dziecko Sonia ma 5,5 roku, jest fajną dziewczynką i cały czas wierzy w Mikołaja, drugie za chwilę się narodzi. Mam na myśli projekt, nad którym pracuję w pocie czoła. Jest jeszcze za wcześnie, żeby się pochwalić, wiec bądźcie cierpliwi. Jest to dla mnie tak stresująca sytuacja, że momentami kompletnie zapominam o świętach. Są jednak znaki na niebie, które nie dają mi o nich zapomnieć. Takie jak np. brak wszystkich prezentów. Moje dziecko napisało kolejne listy do Mikołaja i z każdego następnego wynika to samo – Diamentowy Pałac, ewentualnie księżniczki z Diamentowego Placu są w tym roku HOT!!! - w ramach gwiazdkowych prezentów (rysunek Soni poniżej). Jest tylko jeden problem - pochwaliłam się tym przez telefon babci i wyprzedziła mnie w zakupach. Pałac już jest, tylko jeszcze czeka na gwiazdkę. Sonia zainteresowała się również gadająca papugę – niezła! Może więc będzie papuga???

Gwiazdka tuż tuż. No i odwieczne pytanie, kto będzie Mikołajem – i co roku ta sama odpowiedź – TATA. Misiek uwielbia przebierać się za Mikołaja, zamieściłabym jego zdjęcia w stroju Mikołaja, ale jak to zobaczy będzie rozwód. Jest tak niezły, że jeśli nie będzie radiofonii, zawsze będzie mógł być raz w roku Mikołajem – na chleb zarobi.
Zastanawiamy się czy nie pojechać na najbliższy weekend w góry...

Wyjazd ten spowodowałby, że nie męczyłyby mnie od rana systematyczne dźwięki trzepania dywanów. Nie wiem jak wy, ale ja je słyszę już od końca listopada……W mojej dzielnicy trzepie się dywany już miesiąc przed świętami. Jak dobrze, że dywany nie są w modzie i coraz mniej ich na trzepakach – szczególnie o 7 rano :)) :))
Czy znacie sposoby na utylizację trzepaków ??? Przecież mycie okien jest o wiele przyjemniejsze i cichsze :))

Księżniczka z diamentowego pałacu

17:19, odetamf
Link Komentarze (7) »

Jest rzecz, która przed świętami wkurza mnie bardziej niż korki, prezenty i ogólnie panujący chaos. Jest to mój telefon. Kocham go, bo lubię dużo rozmawiać, natomiast nic tak mnie nie denerwuje jak przychodzące smsy. Te specyficzne - wysłane z rozdzielnika. Zawsze o tej porze roku odzywają się do mnie właśnie przez sms ludzie, o których istnieniu dawno zapomniałam. I czasem może byłoby to miłe, ale przestaje być w momencie, kiedy wiem, że ten tekst jest wysyłany systemem "wyślij do wielu". Nie mam na imię Kasia, więc nie da się mnie podciągnąć pod wszystkie Kasie w telefonie w folderze kontakty. Dlatego często dostaję takie życzenia, które są kierowane do osoby bez płci, tak jak bym jej nie miała. Czasem są jeszcze podpisane "Ania i Tomek z dzieckiem i pieskiem Azorkiem". Szkoda tylko, że pies jest tu najbardziej rozpoznawalny a dziecko z pewnością nie ma w domu nic do gadania. Dlatego zawsze cieszą mnie smsy od tych bliskich, ale i dalszych kolegów i koleżanek, gdzie widać czarno na białym, że jest on specjalnie napisany dla mnie i mojej rodziny a życzenia są prawdziwe i mają związek z moimi marzeniami, pragnieniami czy problemami. 

Oddzielnym tematem są wierszyki, które zawsze co roku o tej porze krążą. Mają pierwszy wykwit przed świętami, a drugi zaraz po, jak tylko kończą się święta a zaczyna Sylwester. Zawsze zastanawiam się, kto je pisze. Kto ma tak dużo czasu, ażeby płodzić takie głupoty. Nie wiem, czy pamiętacie jakieś 2 lata temu hitem był taki renifer, który, mówiąc elegancko, miał problem z gazami... 

Żyjemy w takich czasach, gdzie na nic nie ma czasu. Po co więc marnować czas i pieniądze na rozsyłanie tego samego wiersza do wszystkich zapisanych w telefonie. O ile więcej przyjemności czerpiemy z rozmowy - nawet telefonicznej, z kimś, kogo od dawna nie widzieliśmy i nie słyszeliśmy. Nie traktujmy się anonimowo. Składajmy indywidualne życzenia, a ta grupa, która od nas życzeń nie dostanie, na pewno się nie obrazi. Dodam jeszcze, że początkowo jak nie odpisywałam na tzw. "grupowe życzenia" miałam wyrzuty sumienia. Nie ma sensu ich mieć to i tak przejdzie do historii. Nikt z obsesyjnie wysyłających nie będzie pamiętał, kto im odpisał a kto nie. Tym bardziej że za chwilę są następne okazje - Nowy Rok, Walentynki, pierwszy Maja itd, itd. Całus O. :)))

12:44, odetamf
Link Komentarze (6) »
wtorek, 09 grudnia 2008

Chyba atmosfera świąt zaczęła mi się udzielać. Coraz częściej myślę o tym, jak udekoruję ogród, jak zapakuję prezenty, chociaż ich wszystkich nie mam. Sonia codziennie zadaje pytanie ile jeszcze dni zostało do prezentów. Panuje wielkie odliczanie. W tym odliczaniu najfajniejszy jest ten element zagadki i emocji. Co roku się podpuszczamy, chodzimy wokół siebie i staramy się wydać jakiś zapach albo znak dymny, który nakierowuje na prezenty. Próbujemy wyciągnąć od drugiej osoby czy jest to przedmiot jak to nazywamy "przyjemnościowy' czy nie. Na jaką zaczyna się literę itp.

Trzy lata temu Misiek kupił mi na gwiazdkę samochód, o którym marzyłam od dawna. Była to fura jaka Sharone Stone jeździła w filmie Casino. Stary piękny mercedes. Rocznik 80. Czarny. Dwudrzwiowy z beżową skórą w środku. Znalazł go w Poznaniu, kilka dni przed Wigilią. Okłamał mnie, że ma służbowy wyjazd i pojechał po niego. Z racji tego, że Wigilia była u moich rodziców, przejechał nim całą drogę na Mazury. Zima. Samochodem, który miał prawie 20 lat i napęd na tył. Udało się. Mało tego. Moja czujność została uśpiona mówiąc dosłownie. Przysnęłam po południu, gdy Michał parkował w garażu. To był najfajniejszy prezent  w mojej karierze prezentobiorcy. Nie wiem dlaczego, ale pamiętam, że nie było żadnego przecieku związanego z tym prezentem a jednak intuicja coś mi mówiła, że będzie to prezent motoryzacyjny. Może stąd też moja euforia, przez Michała oceniona potem na 6 w skali do 10. Tak fajnego męża mam!!!! 

W tym roku też mnie na pewno zaskoczy. Tylko czym ja mam się zrewanżować??? Pomóżcie. Jakie macie propozycje??

17:17, odetamf
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 08 grudnia 2008

Z tego wszystkiego nie pochwaliłam się cóż takiego Michał dostał od Mikołaja. Postanowiłam uraczyć go drobiazgiem. Kupiłam mu bardzo pożądany gadżet - męska biżuterię. Bransoletkę od Tomasa Sabo. Reakcja była powiedziałabym poprawna - jest rozpieszczony. Zadowolenie oceniłabym na 8 w skali do 10. Perspektywy - może kolekcjonować zawieszki, bo na tym ta biżuteria polega. Ogólnie - chyba się udało.

Teraz jak juz wiadomo co Michal dostał od Mikołaja do buta, muszę Wam zdradzić co chce dalej. Jest to rzecz niesamowita, kompletnie abstrakcyjna, zagracająca mieszkanie, droga i przede wszystkim jest daleko. Jeśli widzieliście kiedyś Star Wars to "Han Solo” na pewno wam dużo mówi. Otóż powstała seria limitowana zamrożonego Hana Solo w bloku lodu. Jest realnych rozmiarów i mniej więcej zajmuje tyle miejsca, co duża lodówka. Kosztuje 15 tys. złotych i raz na jakiś czas ktoś wystawia coś takiego ma ebay. Kupić można tylko nikt nie chce wziąć na siebie transportu. Dodam, że co roku Misiek dostaje od Mikołaja gadżet związany ze Star Wars. Tak np. mamy juz dwa kaski Vadera, kompletny strój, miecz świetlny, gry, książki, płyty, albumy, lego, modele do sklejania itp. W tym roku mam związane ręce. Nie ma już nic czego bym nie kupiła wcześniej,  a co ma związek ze Star Wars. Sonia zanim mówiła tata i mama, wiedziała juz jakie dźwięki wydaje Lord Vader. Patrząc na inne jego hobby  typu kite, motor, snowboard, to też juz wszystko ma. Jest fanem Apple, ale tu też nie mam juz ruchów. Jak kupiłam mu iPhone, tydzień po amerykańskiej premierze siedział godzinę, patrzył na pudełko i bał się otworzyć. Jak zapytam dlaczego nie otwiera powiedział, że stara się przedłużać tą wspaniałą chwilę. Jest wdzięczny jeśli trafiam z prezentem.

Może macie jakieś propozycje????? Chętnie skorzystam. 

12:46, odetamf
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2
| < Sierpień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
konkurs
  • Małgorzata Kalicińska
  • Monika Luft
doskonały nastrój